Marzenia z dzieciństwa

O czym marzyłyście w dzieciństwie? Kim chciałyście zostać jak już będziecie „duże” 😊.

Miałam wiele wizji swojej przyszłości i zawodu, który będę wykonywać. Od primabaleriny poprzez nauczycielkę języka polskiego, aktorkę, dziennikarkę, a nawet lekarkę do projektantki mody. To oczywiście nie wszystko, pomysłów miałam wiele i zmieniały się one jak kolory w kalejdoskopie. Z braku konkretnego planu łapałam za kilka srok naraz, nie poświęcając się żadnemu kierunkowi na 100% i w rezultacie każdy okazywał się klapą.

Najdziwniejszym marzeniem było zostać lekarzem i to chirurgiem 🙈 Nie wiem jak to sobie wyobrażałam skoro nie przepadam za widokiem krwi, kłuciem czy cięciem kogokolwiek. Szczerze to miałam duży problem z krojeniem kurczaka, bo przypominało mi… no dobra, nie przyznam się co 😜 dlatego zrezygnowałam z tego, wątpliwej przyjemności, rytuału kuchennego. A więc jak sobie siebie wyobrażałam, choćby na studiach medycznych gdzie trzeba kroić hmmm … trupy 😳 W Tybecie! Tak sobie to wyobrażałam! Chciałam zostać lekarzem i pomagać biednym ludziom w Tybecie. Dlaczego tam? Zapewne z zamiłowania do sztuk walki, które w tamtym czasie uprawiałam, czyli kung fu.

Pamiętam jaką batalię musiałam stoczyć z mamą, żeby zgodziła się na moje treningi. Pojawiły się argumenty typu: „To nie sport dla dziewczyny.”, „Jak będziesz wyglądać poobijana?” i oczywiście najważniejszy i naprawdę  trudny do obejścia: „Nie ma na to pieniędzy.” Usłyszałam, że za parę ładnych lat pójdę do pracy i będę mogła trenować co zechcę, sama na to zarabiając. Nic bardziej mylnego. Przekonałam się na własnej skórze, że niektórych marzeń z dzieciństwa nie da rady spełnić w dorosłym życiu. Brak kasy i czasu towarzyszy nam nieustannie, a jak ma się niespełnionych marzeń więcej niż jedno to już w ogóle kaplica. Naszczęście udało mi się przeforsować moje pragnienie zostania wojowniczką i byłam nią przez jakieś półtora roku 😜 nawet zdobyłam pierwszy biały stopień – cokolwiek to znaczy (śmiech).

W dzieciństwie miałam również wielkie i ambitne marzenie, żeby nauczyć się gry na pianinie. Zawsze uwielbiałam muzykę. Bardzo mi się też podobało jak pianiści przebierają palcami po biało-czarnych klawiszach. Oczywiście z rodzicami nie było problemu ponieważ TO jak najbardziej dla dziewczynki i do tego takie eleganckie, wytworne, a także kształcące. Finansowo też nie nadszarpnęłam za bardzo domowego budżetu ponieważ uczęszczałem na lekcje do kościelnego organisty (który na dodatek mieszkał w tym samym bydynku, więc odchodził problem dojazdów) za naprawdę niewielkie, a dzisiaj można by rzec śmieszne pieniądze.

Jednak pianistką nie zostałam. Poddałam się dość szybko. Parę kolęd ledwo się nauczyłam i najpewniej przyszła wiosna i co innego stało się atrakcyjniejsze niż wizyty u sąsiada, u którego w mieszkaniu zalatywało naftaliną. I to właśnie marzenie postanowiłam spełnić w dorosłym życiu. Niestety okazuje się, że powiedzenie „Czego Jaś sie nie nauczył tego…” nie wzięło sie znikąd. Próbowałam, ćwiczyłam, brzdękałam, waliłam, załamywałam zbyt sztywne ręce. Mimo zniechęcenia zawzięłam się, nawet swego czasu potrafiłam zagrać kilka skomplikowanych utworów. Niestety pewnych przeszkód się nie przeskoczy i choć wiem, że to nie niemożliwe to akurat w moim przypadku bardzo, bardzo trudne. Nie sądziłam, że przy nauce grania nie tylko palce, ale i mózg potrafi się zagotować 🙈 Nauka gry na pianinie jest wymagająca. Potrzeba dużo ćwiczeń i cierpliwości oraz… pieniędzy. Niestety w dzisiejszych czasach lekcja groszy nie kosztuje. 

Potrzebowalam jednak jakiejś pasji. Czegoś więcej niż tylko osiem godzin w biurze. Odkopałam więc z tysiąca moich dziecięcych marzeń to jedno, zapomniane. Nie wymaga ono specjalnego nakładu finansowego, lekcji, dojazdów czy wystąpięń publicznych (trema zniszczyła moje marzenie o byciu aktorką 😉) Wystarczy mi laptop i moja wyobraźnia.

Gdy pierwszy raz zabrałam się za pisanie powieści zupełnie zapomniałam, że będąc jeszcze małą dziewczynką tworzyłam pierwsze opowiadania, bajki, wiersze. Ale o tym w jaki sposób do mnie to wróciło i o procesie twórczym, który z tego powstał, podzielę się z Wami w następnym poście.

28 thoughts on “Marzenia z dzieciństwa

  1. Piękny post! Niektóre marzenia się spełniają, inne musimy spełnić sami ;). Życzę powodzenia w pisaniu i mnóstwa radości z odkopanej pasji :*

  2. Fajnie powspominać, kim chciało się zostać będąc dzieckiem… Ja chciałam być piosenkarką, dziennikarką, łyżwiarką figurową, pisarką, tancerką i więcej póki co nie pamiętam 🙂 Ale piszę bloga, więc poniekąd jedno z moich marzeń się spełniło 🙂

    1. I to jest najważniejsze 🙂 niektóre marzenia spełniamy, a niektóre zawsze pozostaną marzeniami i tez nie ma w tym nic złego. Właśnie mi się przypomniało, że łyżwiarką figurową również chciałam zostać 😉

  3. Świetny post 🙂 Ja jako dziecko tez miałam wiele marzeń, aktorka, piosenkarka, pani weterynarz i jeszcze trochę tego bylo…:D a w tym momencie robię to, o czym kiedyś w ogole nie myślałam i mogę powiedzieć, ze jestem szczęśliwym człowiekiem 🙂 Pozdrawiam! Milkowomi.blogspot.com

  4. Miałam ich tak wiele. Najcudowniejsze jest to że ciagle pojawiają się nowe. Być szczęśliwą – to moje największe marzenie. 🌷

  5. Jako dziecko bardzo chciałam napisać książkę. Mam z tego czasu szkice, a nawet magazyny z kartek w skratkę z komiskami i recenzjami książek 🙂 Teraz jako dorosła wydaję Bezpłatne E-booki Kulinarne, ale marzenie o wydaniu książki ciągle jest jeszcze nie zrealizowane 🙂 Może kiedyś? 🙂

  6. Ja miałam wiele marzeń w tym wiele nierealnych, np. chciałam podróżować camperem po Europie SAMA. I super, gdyby nie to że jestem typem osoby, która jest mało samodzielna w takich kwestiach, a do tego nie umiem i nie lubię jeździć 😛

    1. To faktycznie wręcz szalone marzenie 🙃 Ale fantastyczne tez mi się marzy taka podróż, ale jednak nie sama. Jezdzic uminę i lubie, ale i tak bym się nie odważyła.

  7. Tez zawsze chcialam pisac ksiazki i opowiadania 🙂 i udalo sie 🙂 kilka moich opowiadan zostalo opublikowanych 🙂

  8. Jak byłam mała bardzo chciałam zostać piosenkarką w sumie nadal chce, chociaż teraz też bardzo mnie ciągnie do zostania wizażystką

  9. bardzo fajny post. mysle, że kazdy miał jakieś marzenia jak był dzieckiem. ja juz w sumie za bardzo nie pamiętam heh, coś mi swita, że chciałam być weterynarzem 😛 , a moja droga skonczyla sie, ze wylądowałam w szkole gastronomicznej, a studia robiłam logistyczne (transport i spedycja, ale mam tylko licencjat). a tak naprawde marze o pracy w biurze, na jedną zmianę, bo jak jestem sama z dzieckiem to tak byloby mi najwygodniej, rano dziecko dać do przedszkola, jechac do pracy, wrocic do tej 16 i jeszcze mam troche czasu z dzieckiem 🙂 , ale musze zrobic prawo jazdy, bo u mnie w okolicy praca jest, ale bez prawka to jak bez ręki i niestety…. kiepski dojazd.

  10. Marzenia piękna sprawa. W życiu bym nie pomyślała że ja mogę cokolwiek napisać, a udaje mi się tworzyć. A zawsze chciałam być sprzedawcą w sklepie 😀

  11. Ja zawsze chciałam oprowadzać ludzi po mieście, muzeum, w sumie dalej o tym marzę, ale na razie nie zapowiada się, abym związała z tym przyszłość.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.