Hejt dla hejtu, „Jesteś pustakiem, nienawidzę cię, chcę byś zniknęła!”

Ile razy zdarzyło się Wam być wyśmianym? Ilu z Was dotknęła agresja słowna? Ilu z Was obrażono w sieci? Ilu z Was obrażało?

Hejt.

Zjawisko to urosło do niesamowitej rangi. Obrażanie drugiego człowieka wręcz mieszanie go z błotem. Dlaczego? No właśnie to jest pytanie, na które nie potrafię sobie jednoznacznie odpowiedzieć ponieważ nie mam w sobie takich emocji, jakie widocznie wzbudzają ci, którym się powiodło, w osobach, które z tego powodu zżera zazdrość.

Nie ma co się oszukiwać, patrząc na życie ludzi, którzy spełniają swoje marzenia każdy może poczuć zazdrość nawet ja ją czuję, ale moja zazdrość nigdy nie popchnęła mnie, żeby komuś naubliżać. Przeciwnie, zastanawiam się co mogę zrobić, by osiągnąć te wszystkie rzeczy przecież skoro komuś się udało to czemu mi miałoby się nie udać? A może wcale nie chcę osiągnąć tego wszystkiego, bo może moje potrzeby są zupełnie inne? Zazdroszczę podróżnikom, ale za pięknymi zdjęciami kryją się przygotowania, życie na walizkach, spanie pod namiotem lub u kogoś na kanapie. Często widząc jedynie fotografie nie zdajemy sobie sprawy, że te osoby wcale nie przywożą ich z wakacji all inclusive. Wydaje się nam, że skoro ciągle jeżdżą po świecie to śpią na pieniądzach, przyglądając się bliżej paru osobom wiem, że tak nie jest. Czesto liczą każdą złotówkę i mieszkają na wynajętym pokoju. Czasem zazdrościmy nie zdając sobie sprawy, że sami wcale byśmy nie chcieli się udać na taką wyprawę. Wolimy leżeć na plaży z drinkiem w ręku zamiast łazić w pocie czoła, żeby jak najwięcej zobaczyć, by potem podzielić się tym z innymi np. na Instagramie.

I to jest dla mnie kolejny ewenement. Od nie tak dawna jestem „właścicielką” takowego konta i co widzę? Jest grono osób, które śledzą innych po to, aby wylać na nie wiadro pomyj. Potrafią w komentarzach jak i prywatnych wiadomościach obrażać w taki sposób, że mi braknie słów. Ręce opadają i zastanawiam się co taka osoba ma w głowie? Obrażając np. jakąś laskę od pustaków. Sama na pewno jest bardzo „pełna” i wartościowa skoro pisze komuś takie słowa. Trzeba sobie zdać sprawę, że inteligentna osoba się tak nie zachowuje. Niestety głupek nie wie, że jest głupkiem. A w dzisiejszych czasach każdy idiota mający dostęp do Internetu może wyrazić swoje jakże cenne i oczywiście mądre zdanie tym samym dzieląc się ze światem swoim bezmózgowiem.

Co mnie jeszcze zastanawia to, po co śledzić osobę, której widok wyzwala w nas tak negatywne emocje? Czy ktoś taki czuje się lepiej, gdy w zaciszu swojego pokoju, gdzie każdy jest bardzo odważny, bo nie musi spojrzeć tamtej osobie w oczy, wystuka na klawiaturze te wszystkie paskudne rzeczy? Czy to czyni ją lepszą? Czy myśli o sobie jaka jest wartościowa, bo zjechała jakąś laskę od paskudnych ryjów, niedorobów czy utrzymanek?

Obciach i żenada.

Wielu laskom jak i kolesiom przeszkadza ostatnia moda na instagramerów, bo przecież ktoś, kto pokazuje jedynie swoje ciało nie ma nic w głowie. Zarabiają tylko na świeceniu dupą, cycków czy prężeniu bicepsów. Wytapetowane cizie szukają sponsorów, a napakowani faceci dziewczyn do zaliczenia. Znowu stereotypy i wrzucanie wszystkich do jednego wora. Moim zdaniem koleś, który publikuje fotkę z siłowni ciężko pracuje na to, by tak wyglądać i oprócz ciała czy siły fizycznej ma też wiedzę w dziedzinie sportu. Tylko laikom się wydaje, że trenowanie to nic innego jak podrzucanie hantelkami, a przecież to są lata wyrzeczeń i zdobywania również wiedzy.

Laska, która podróżuje i ma fajne ciuchy może zarobić na to sama, a to, że wrzuca fotki w bikini czy bieliźnie nie świadczy o pustce w głowie. Od kiedy świat stał się taki pruderyjny? Żyjemy w XXI wieku, a niektóre osoby ze swoimi hasłami „to powinno się zostawić jedynie dla męża” brzmią jak średniowieczne matrony. Kiedyś przeczytałam bardzo fajny komentarz pod postem kolesia, który strasznie krytykował dzisiejszą pop kulturę i modę na pokazywanie dupy na Instagramie. Jakaś mądra pani zwróciła uwagę, że kult ciała był zawsze obecny i da się to zauważyć zarówno w Srarożytnosci jak i Baroku. Rzeźby nagich mężczyzn czy obrazy roznegliżowanych kobiet z tamtych czasów uznajemy za sztukę.

Dziś każdy może pochwalić się swoim ciałem taka ot różnica. Dlaczego ma być to zarezerwowane jedynie dla gwiazd czy artystów? Dlaczego sesja w Playboyu jest okej, a zdjęcie dziewczyny na Instagramie w bikini lub bieliźnie porównuje się niemal do pornografii?

Wszystkie te osoby hejtujące chyba są wielkimi fanami Radia Maryja skoro ich tak bardzo porusza czyjś goły tyłek. A może tak odpierd…lić się od czyichś dup i zająć się własną? Wylewanie hektolitrów jadu na innych nie sprawi, że staniesz sie lepszy, mądrzejszy, ładniejszy, a twoje konto przestanie świecić na czerwono. Nie możesz spać, bo ktoś wrzuca takie fotki? Serio? Czas poszukać dobrej terapii. Albo wylogować się. To nie jest trudne i zabronione. Gdy nie podoba mi się czyjeś towarzystwo, klub, sklep, jego obsługa czy towar. Wychodzę. Nie obrażam nikogo, nie próbuję zmieniać. Tak jak chodzę w miejsca, które mi się podobają, tak i oglądam i obserwuję tych, których lubię. Jaki jest sens w śledzeniu kogoś, kogo się wręcz nienawidzi? (Nienawiść to kolejny dobry temat, bo jak w ogóle można nienawidzić?) Ktoś powie, że bardzo chętnie, by nie oglądał takich fotek, ale one są wszędzie. Posiadam konto na facebooku i instagramie i wiecie co? Jakoś gołe tyłki mnie nie atakują ze wszystkich stron. To ja wybieram kogo obserwuję i w jakie fotki klikam.

Ci, którzy istnieją w sieci bardzo długo zapewne uodpornili się na chamskie, wulgarne komentarze. Niektórzy ignorują, inni się śmieją są też tacy, którzy z tym walczą. I za tymi jestem całym sercem, bo należy walczyć. Nie do pomyślenia dla mnie jest to, że dorosłe osoby zachowują się w ten sposób. Przedział wiekowy jest naprawdę szeroki więc nie zawsze można zrzucić to na głupotę młodego wieku. I to jest jeszcze większy problem, bo jaki te osoby dają przykład dzieciakom? Dzieciakom, które mają dostęp do sieci. Obserwują to wszystko i uczą się, że nie ma w tym nic złego. Potem robią to sobie nawzajem. Koledze z klasy, któremu się powiodło na konkursie, koleżance, która inaczej się ubiera niż pozostali. Komuś kto jest bardziej nieśmiały. Ma mały, duży nos. Niebieskie lub zielone oczy. Długie, krótkie nogi. Powodów znajdzie się mnóstwo i często tak absurdalnych, że nie wiem czy się śmiać, czy płakać. Dzieciaki pewnie częściej płaczą, bo ich rówieśnicy, choć sami są jeszcze dziećmi potrafią być bardzo okrutni. Ale czego się spodziewać skoro mamusia lub tatuś, komentując zwykłe wiadomości, obrzucają obelgami wszystkich tych, o których w nich mowa. Trudno się dziwić skoro mamusia lub tatuś z uśmiechem na ustach wciskają enter, puszczając tym samym w świat komentarz, z którego bije nienawiścią na kilometr.

Przykład idzie z góry.

Ja sobie poradzę. Ty sobie poradzisz. A czy Twoje dziecko sobie poradzi?

Mieć przekonania, zasady, opinie to zupełnie co innego niż hejt. Należy to rozróżniać i bardzo uważać, bo granica jest cienka i łatwo można ją przekroczyć. Poza tym jeśli moją opinią jest to, że ktoś źle wyszedł na zdjęciu lub kolor włosów mu nie pasuje albo te buty, które nosi są brzydkie to… naprawdę mogę sobie ją darować. Bo nie wyznaczam trendów. Trochę więcej skromności. Tym bardziej można się nie udzielać gdy nikt nie pytał nas o zdanie, a post dotyczy zupełnie innego tematu. Niestety zawsze się znajdzie osoba, której świat chyba by się zawalił gdyby nie dowaliła komuś w ten sposób. Przykładowo ktoś wrzuca fotkę z podpisem „Miłego dnia”, a ktoś komentuje „ale masz brzydki ryj”. DRAMAT!

Jakiemu zdrowemu na umyśle człowiekowi poprawia humor podważanie czyjejś pewności siebie? Czy to takie straszne, że ktoś się dobrze czuje we własnej skórze? Skoro tak się nosi to znaczy, że mu się podoba i to jest najważniejsze. Sama wiem, jak czyjaś subiektywna opinia może wpływać na odbiór nas samych. Jak ktoś codziennie po kilka razy będzie ci powtarzał, że masz krzywy nos, to możesz mieć najprostszy i najładniejszy, a po jakimś czasie zaczniesz się zastanawiać czy może jednak nie jest bardziej w prawo.

Nie rozumiem i nigdy nie zrozumiem jak można czerpać radość i satysfakcję z tego, że komuś się powie przykre słowo. Ja mam wyrzuty sumienia gdy w złości powiem coś komuś niemiłego. Męczy mnie to ogromnie i żałuję, że się nie ugryzłam w język. Ale specjalnie? Celowo, tak z premedytacją? Dlaczego ranić zamiast sprawić, by ktoś się dzięki nam uśmiechnął? Może i tak ma wyjątkowe przesrane życie, po co mu jeszcze dowalać? Jak się poczujesz gdy się dowiesz, że nie wytrzymał presji? Tak bardzo chcesz, żeby osoba, której zazdrościsz zniknęła? A jeśli twoje życzenie się spełni? Co wtedy? Kim jesteś? Kim będziesz? Warto czasem sobie przemyśleć i zastanowić się do czego mogą doprowadzić nasze słowa. Ktoś powie, ale przecież to tylko słowa… Uwierzcie mi słowa potrafią ranić bardziej niż najostrzejszy nóż. I zanim zaczniesz używać tych, które mogą kogoś zabić, pomyśl! Jest wiele innych sportów, dzięki którym możesz wyrzucić z siebie frustrację. Zapewniam to o wiele zdrowsze i milsze dla wszystkich 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.